Nie masz konta? Zarejestruj się

Chrzanów

OPINIA. W niedzielę jedziemy z tymi wyborami! Nie tchórzymy!

01.01.1970 01:00 | 0 komentarzy | 1 917 odsłona | Alicja Molenda
Jakiej Polski chcemy? Ja - demokratycznej, wolnej i europejskiej. Jako obywatelka idę głosować, a po wyborach -  oczekuję zakończenia politycznej nawalanki, spokoju i odpowiedzi na pytania, których nie uzyskałam w kampanii.
0
OPINIA. W niedzielę jedziemy z tymi wyborami! Nie tchórzymy!
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas

Chciałalbym przede wszystkim wiedzieć, w jakim stanie są finanse naszego państwa i czy naprawdę stać nas na mocno rozbuchany socjal w dłuższej perspektywie czasowej.

Prowadząc od 33 lat działalność gospodarczą, wiem, że koszty pracy, składki zdrowotne i inne koszty utrzymania małej firmy, kładą małe biznesy. Nie da się tych kosztów bez końca przekładać na klientów. Mam nadzieję, że zwycięzca wyborów poważnie potraktuje przedsiębiorców i pozwoli nam pracować w stabilnym porządku prawnym.

Osobiście nie jestem zainteresowana wynikiem sporu dotyczącego wydłużania czy skracania wieku emerytalnego, bo emerytką już jestem. Rozumiem jednak, że wiele osób chciałoby wiedzieć, czy nasze państwo w dłuższej perspektywie zdolne jest utrzymać jeden z najniższych wieków emerytalnych w pogrążonej w demograficznym kryzysie Europie. Praca na emeryturze to nie jest rekreacja, ale zwykle konieczność. I żadne ustawowe progi wiekowe tego nie zmienią. Przy obecnej drożyźnie, kosztach mediów, za 2300 zł trudno jest się utrzymać. Trudno jest też żyć seniorom ze świadomością ograniczonego dostępu do specjalistycznej opieki zdrowotnej i cenach niektórych leków, które nie są za darmo.

Nie zamierzam torpedować żadnych świadczeń z „+" w nazwie, choć gubię się w ich cudownym rozmnażaniu. Wobec drożyzny, toczących się wojen i perturbacji w globalnej gospodarce, bez tych wyrównań, byłoby nam trudno żyć. Na szczęście wszystkie partie obiecują, że ich ludziom nie odbiorą, chyba że czeka nas jakaś gospodarcza niespodzianka. Tu dodam, że Polska nie jest jedynym krajem na świecie, który  wspiera obywateli w kryzysie energrtyczno-paliwowym.

Po wyborach spodziewam się określenia jasnych zasad naliczania opłat za prąd, gaz, wodę, ciepło. Limity, prognozy, podwyżki, obniżki - tego nie pojmują nawet tęgie umysły, a co dopiero zwykli ludzie wplątani w opłaty przesyłowe, dystrybucyjne, sieciowe itp. To są istotne koszty naszego życia wymagające transparentności i względnej przewidywalności, a stert papierów przesyłanych abonentom.

Bezrobocie? Nie ma o czym gadać. Szczęśliwie to przeszłość. Od tematu bezrobocia jest tylko krok do budzącej emocje największe emocje w tej kampanii wyborczej kwestii migrantów.

Jestem przekonana, że w obecnej sytuacji demograficznej Orlen nie poradziłby sobie bez nich przy rozbudowie trzebińskiej rafinerii. Prawie codziennie widuję przy ul. Rafineryjnej twarze robotników z Azji odpoczywających na skwerze przy zakładzie podczas przerwy śniadaniowej. Patrzę na nich i nie rozumiem, dlaczego nasze państwo nie przyjęło proponowanej przez UE liczby uchodźców (2 tys.), skoro nie licząc Ukraińców i Białorusinów, pozwoliło na pracę 165 tysięcy cudzoziemców? Słucham i nie wiem już, komu obecnie przysługuje, a komu nie przysługuje prawo do lepszego życia w naszym kraju? Czy komuś przeszkadzają robiący zakupy w lokalnych sklepach Afrykańczycy czy Azjaci? Przecież oni tu żyją i robią w Polsce dokładnie to, co nasi rodacy - emigranci zarobkowi - za granicą. Zarabiają na lepsze życie. To jest temat wymagający od polityków rozwiązania, a nie straszenia łodziami wypełnionymi Afrykańczykami na Morzu Śródziemnym na ulotkach referandalnych, bo to ani po chrzescijańsku, ani po ludzku. To jest haniebne.

Ne znam się na sprawach obronności. Chciałabym jednak, aby nasi sąsiedzi byli naszymi przyjaciółmi. Do szybkiego ułożenia tych stosunków z uwzględnieniem interesów naszego państwa powinna być zdolna każda partia. Po poniedziałkowej dymisji dowództwa polskich sił zbrojnych, najzwyczajniej się boję.

Marzę o zakończeniu polsko-polskiej wojny i o tym, aby z każdym w rodzinie i wśród znajomych znów dało się porozmawiać bez ryzyka rozstania w złości i niezrozumieniu.

Myślę, że wielu ludzi ma podobne do moich odczucia i oczekiwania, dlatego 15 października wszyscy stoimy przed potwornie trudnym wyborem. Nie możemy jednak stchórzyć, bo w niedzielę władza należy do nas. Idźmy do głosowania. Porozmawiajmy najpierw ze sobą, a potem wrzućmy ten głos do urny. Dajmy w ten sposób znać politykom, że świat mają urządzać na naszych warunkach.