Nie masz konta? Zarejestruj się

Przychodni na ratunek

19.11.2008 00:00
Otwarcie w budynku pokopalnianej przychodni w Sierszy zakładu leczniczo-opiekuńczego to – zdaniem jej pracowników – szansa na uratowanie go przed likwidacją. Czy uda im się ją wykorzystać, zanim ośrodek zamknie się sam?

Otwarcie w budynku pokopalnianej przychodni w Sierszy zakładu leczniczo-opiekuńczego to – zdaniem jej pracowników – szansa na uratowanie go przed likwidacją. Czy uda im się ją wykorzystać, zanim ośrodek zamknie się sam?

Koncepcja uruchomienia w ośrodku zdrowia przy ul. Grunwaldzkiej zakładu leczniczo-opiekuńczego zrodziła się na długo przed tym, zanim oficjalnie zaczęto mówić o jego likwidacji z uwagi na straty finansowe, jakie przynosi. Nie spodobała się jednak szefowej NZOZ-u Renacie Koryczan, bo żeby na tym zarobić, najpierw trzeba zainwestować, i to niemałe pieniądze. Wyliczono, że dostosowanie ośrodka do potrzeb podopiecznych zakładu leczniczo-opiekuńczego kosztowałoby nawet dwa miliony złotych. Pomysł trafił więc na półkę aż do teraz, gdy ponownie stara się nim zainteresować, tym razem radnych, Zofia Zając, przedstawicielka personelu i członek rady nadzorczej NZOZ „Trzebinia”.

- Nie reprezentuję stanowiska prezes NZOZ-u, tylko pracowników. Ten zakład to szansa na ocalenie przychodni przed likwidacją. Z powodzeniem mógłby on funkcjonować na piętrze, z kolei na parterze nadal mogliby przyjmować lekarze, chociaż ci podstawowej opieki zdrowotnej – mówi Zofia Zając.

I chce przekonać gminę, by ta wyłożyła pieniądze na uruchomienie zakładu leczniczo-opiekuńczego i stała się jego właścicielem.
- W naszej gminie nie ma ani jednej placówki, która opiekowałaby się ludźmi starszymi, schorowanymi. Tymczasem mieszkańcy Trzebini się starzeją i potrzebują opieki – zauważa Zofia Zając.

Docelowo zakład finansowałby się sam, bo opieka częściowo byłaby odpłatna. Poza tym, tego typu działalność finansuje także Narodowy Fundusz Zdrowia.

- Na jednego pacjenta fundusz przekazuje obecnie około 1.800 zł miesięcznie. Dodatkowo pacjent opłaca się sam. Zakład pobiera 70 proc. jego dochodów. Powiedzmy, niech to będzie 700 zł. W sumie daje nam to kwotę 2.500 zł. To wystarczy na godziwą, całodobową opiekę nad pensjonariuszem, jego wyżywienie i rehabilitację. Bo my nie chcemy otworzyć przechowalni, tylko zakład leczniczo-opiekuńczy na poziomie – przekonuje Zofia Zając.

I radnych chyba udało się jej przekonać. Zanim jednak zdecydują, czy inwestować w zakład leczniczo-opiekuńczy, najpierw chcą szczegółowej analizy, ile kosztowałoby jego otwarcie, bieżące utrzymanie, i kto powinien być organem prowadzącym dla placówki. Jej przygotowanie zajmie na pewno trochę czasu, bo na razie nawet nie wiadomo, kto miałaby się tym zająć.

- Budynek jest własnością gminy, ale w użyczeniu NZOZ. Tymczasem nie wiemy, co o tym wszystkim sądzi prezes przychodni – zaznacza wiceburmistrz Trzebini Wiesław Pierzchała.

Co ciekawe, prezes Renata Koryczan już wcześniej nawiązała kontakt z firmą ze Śląska, która też jest zainteresowana otwarciem podobnej placówki przy ul. Grunwaldzkiej.

- Przedstawiciele tej firmy oglądali budynek. Jak dotąd nie dali mi jednak odpowiedzi, czy są nim zainteresowani, czy też nie – mówi Renata Koryczan i dodaje, że uruchomienie takiego zakładu w pokopalnianej przychodni to tylko jedna z możliwych opcji.

- W zanadrzu mam jeszcze jedną, ale o jej szczegółach nie chcę na razie mówić – kwituje pani prezes.
(AJ)

Na zdjęciu: Zofia Zając. Jej zdaniem szansą na uratowanie przed likwidacją przychodni zdrowia przy ul. Grunwaldzkiej jest otwarcie w budynku zakładu leczniczo-opiekuńczego

Materiał chroniony prawem autorskim. Prawa autorów, producentów i wydawcy zastrzeżone. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystywanie utworów (powielanie, rozpowszechnianie itp.) w całości lub części na wszelkich polach eksploatacji, w tym także w internecie, wymaga pisemnej zgody.

  • Numer: 47 (863)
  • Data wydania: 19.11.08

Kup e-gazetę!