Nie masz konta? Zarejestruj się

Ziemia chrzanowska

Nastolatki w kącie, ale razem

06.03.2021 18:47 | 0 komentarzy | 5 539 odsłon | Alicja Molenda
Sytuacja pokolenia zamkniętych w domach przez pandemię nastolatków kojarzy mi się z losem bohaterów filmu E.T. Stevena Spielberga z 1982 r. Z jednej strony Eliotta - samotnego chłopca z kalifornijskiego przedmieścia szukającego bratniej duszy, a z drugiej - mądrego przybysza z obcej planety E.T., który gubi się na ziemi.
0
Nastolatki w kącie, ale razem
Alicja Molenda
Wiesz coś więcej na ten temat? Napisz do nas
Nie wiem, czy współczesne nastolatki są bardziej Eliotem, czy bardziej E.T., ale pandemia stawia je w podobnej sytuacji.
W jak trudnej psychologicznie i edukacyjnie sytuacji są i będą skoszarowani na "zdalce" uczniowie, trudno cenić. Wielu z nich do południa uczy się w zdalnej szkole, a po południu rozszerza wiedzę na prywatnych lekcjach, bo mimo wszystko zależy im na dobrych studiach i wykształceniu. Teoretycznie, dzięki pomocy państwa, mają za co dopłacać do edukacji.
Mnie osobiście dostęp do nastolatków otwarły nieco praktyki zawodowe. Przez cały styczeń odbierałam telefony ze szkół, od uczniów, rodziców i studentów pytających o praktyki. Nie ukrywali, że wielu pracodawców odmawiało, bo COVID. I trudno ich nie zrozumieć. Też miałam obawy, ale pomyślałam, że nie wolno całkowicie pozbawiać dzieciaków tej możliwości. Skoro teoria może być im teraz wykładana tylko zdalnie, niech przynajmniej wiedzą, co to jest praktyka. Pracujemy hybrydowo, a przy okazji mamy możliwość pogadać o tym, co im w obecnej rzeczywistości najbardziej doskwiera i jak sobie z tym radzą. Wychodzi na to, że najbardziej brakuje im kontaktów rówieśniczych w realu. Nie mają gdzie pójść, pojechać, zyskać nowych znajomych. I choć komórki nie wypadają im z rąk, to spotkań osobistych nic nie jest im w stanie zastąpić. Mówią, że spotykają się głównie "po domach". Ale nie tylko.
W sobotę, w centrum handlowym, spotkałam kilkunastoosobową grupę młodziaków. Siedzieli w kącie, na podłodze, w maseczkach. Blisko siebie. Najwyraźniej chodziło im o to, aby przez chwilę pobyć ze sobą. I choć to pewnie ani miejsce, ani czas na takie rzeczy w pandemicznych warunkach, to przyznam szczerze, że się wzruszyłam tym widokiem, podobnie jak wzruszyłam się przed wielu laty na filmie E.T. Pomyślałam, że izolacja i samotność młodych to jest problem większy niż zmiany programowe, nowe przedmioty, zestaw lektur, zdawalność egzaminów, barometry zawodów itd. Im koszarowanie w domach potrwa dłużej, tym trudniej będzie im ten czas odreagować. Uświadomiłam to sobie spacerując w niedzielę po miejscach, gdzie też bywa młodzież, usianymi butelkami z napisem "Desperdos".